Wpisy z tagiem: Fianł

niedziela, 17 stycznia 2016
Wrocław ESK 2016 finał otwarcia

Dziś wpis na gorąco, chociaż palce jeszcze mi nie odmarzły do końca. Niedawno wróciliśmy z finału otwarcia ESK i chciałabym się podzielić wrażeniami, zanim nie opadną emocje i nie będzie mi się chciało.
Po pierwsze, chodząc po mieście czuć było w powietrzu pozytywne wibracje. Muzyka, koksowniki, flagi ESK. I mnóstwo ludzi, którzy mieli ochotę świętować wraz z Wrocławiem.

Ale nastawiliśmy się głównie na finał i na przemarsz czterech duchów Wrocławia. No właśnie i tu dopadła mnie frustracja - którego ducha wybrać? Któremu przyjrzeć się z bliska? A może zostać na Rynku i poczekać na finałowe wejście wszystkich czterech?
Po krótkiej debacie stwierdziliśmy z mężem, że najlepszym wyjściem będzie podążanie za duchem, który pójdzie przez naszą dzielnicę. A zatem Duch Innowacji. To jemu mieliśmy wyjść na przeciw. Zanim jednak, to nastąpiło stanęliśmy chwilę na Placu Solnym, by popatrzeć na telebimie na pozostałe Duchy. I kolejne wątpliwości, ponieważ każdy z nich wyglądał fajnie, każdy miał ciekawą trasę do przejścia, na której szykowano wiele atrakcji. No i bądź tu człowieku zdecydowaną kobietą!

Skierowaliśmy się w stronę mostu Osobowickiego z zamiarem złapania pochodu po drodze i pierwsze zaskoczenie - ludzie. Mnóstwo ludzi na trasie, w punktach, gdzie miały być przystanki. Mimo zimna i tych minus dwóch stopni (swoją drogą stojąc pod telebimem strasznie się śmialiśmy z tego ciągłego powtarzania przez narratora, że jest -2. Jakby to co najmniej było minus 22).

To był dobry wybór, zresztą co byśmy nie wybrali, byłoby dobrze. Ludziom na prawdę się chciało podążać za Duchem. Kolejne punkty były ciekawie zaaranżowane. Fakt, ciężko było się dopchać, żeby zobaczyć więcej, ale w pewnym momencie niechcący znalazłam się tuż przed występującymi :)

W sumie zaliczyliśmy punkt przed mostem, przy więzieniu na Kleczkowskiej - świetny motyw z drabinami i nawiązanie do Solidarności. Potem świecące przejście pod wiaduktem kolejowym i dołączenie do pochodu świecących ludzi z pod Elektrociepłowni. Tutaj nam trochę uciekł Duch. Dopadliśmy go przy pomniku Sybiraków na Strzeleckim. Pochód poszedł dalej swym taneczno-cybernetycznym krokiem, a my przystanęliśmy, by obejrzeć wideo wyświetlone na pomniku poświęcone sybirakom. I powiem wam, że było genialne. Ludzi wmurowało. Po skończonym seansie zapadła totalna cisza i bezruch. Ktoś tylko zaczął klaskać. W sumie sama miałam ochotę tak zareagować, ale nie było czasu, bo nasz Duch nam uciekł! No i już go nie dogoniliśmy :( zbyt był szybki.

Poszliśmy więc wprost do Rynku. Szansa na wejście na plac główny była nikła ze względu na przybyłe z czterech stron miasta tłumy. Dopchaliśmy się jedynie w pobliże przejścia Ducha Czterech Wyznań.
No i dotarliśmy do finału głównego. Wyjątkowo rozczarowującego. Na co liczyłam? Na spektakularne wejście Czterech Duchów na rynek. Ich spotkanie. Wielkie wow i wielką imprezę dla wszystkich zebranych z muzyką, śpiewem i tańcem. Serio, nie żartuję.
Rzeczywistość okazała się wielce odległa od moich oczekiwań. Stałam przy barierce i widziałam, jak z ludzi schodzą emocje. Wejście duchów na rynek było ... no najpierw długo na nie czekaliśmy,a potem było nijakie.

Na swoich trasach przemarszu duchy były "żywe", coś tam świeciło, coś grało, coś się ruszało. Na rynek wjeżdżały martwe konstrukcje pozbawione nomen omen ducha. Jeśli ktoś czekał na nie w tym miejscu mógł się zawieść.

A potem zaczęło się mozolne składanie dziwnego tworu z wyglądu niepodobnego do niczego. Ze względu na ścisk stanęliśmy przed telebimem. Ale to trwało i trwało. W oknie pojawił się dziwny jegomość z jakimiś natchnionymi tekstami. Całe widowisko straciło impet. A nam było coraz zimniej.
W końcu stwierdziliśmy, że równie dobrze możemy zobaczyć w internecie zakończenie. Tym bardziej, że nam już odpadały palce i nosy, a oni dalej łączyli konstrukcje.

Zrobiliśmy w tył zwrot i odeszliśmy od telebimu. Okazało się, że powolne tempo nie tylko nam nie odpowiadało, bo na rynku zrobiło się pusto. Na tyle pusto, że podeszliśmy prawie pod scenę! No nie, sceny nie było, gdyby była przynajmniej może byłoby coś widać. Daliśmy więc jeszcze szansę całości, licząc chociaż na spektakularny koniec. Ale on wciąż nie nadchodził. Nie, to nie było by złe, gdyby to był środek lipca. Tak, latem mogłabym tak stać i patrzeć na jakieś akrobacje na metalowej konstrukcji. Ale na Boga, w środku zimy!?
I w końcu nie doczekałam na oficjalne otwarcie. Sorry, taki mamy klimat.

Udało się zatem, czy się nie udało. Owszem udało się, otwarcie pokazało, po raz kolejny, że mamy potencjał w ludziach. To nie jest tak, że się nam nie chce, że wszystko negujemy i wiecznie marudzimy. Otóż jesteśmy otwarci - jako mieszkańcy, ludzie, Polacy - na kulturę, na innowacyjność, na zabawę, na włączenie się w akcje społeczne, na radość. Mnóstwo ludzi przyszło z dziećmi. Dorośli i dzieci mieli ze sobą dzwoneczki. Zgodnie z prośbą. Nie słyszałam jednak, żeby zostały one użyte. Może później, na koniec, jak już większość sobie poszła? Przecież idealnym momentem było wejście duchów na rynek, żeby się rozdzwonić, rozkrzyczeć. Ludzie przyszli wprost z pochodów - rozgrzani, pełni energii i chęci. Trzeba było tylko dać znać, a szyby by się zatrzęsły. Szczerze mówiąc szlag mnie trafia, jak widzę takie marnotrawienie ludzkiej energii. Potem są jęki, że nikt nie bierze udziału w życiu społecznym, nie angażuje się. Może najpierw organizatorzy by się zaangażowali i stworzyli widowisko z myślą o widzach, a nie o sobie?

W telewizji na pewno wypadnie to świetnie, tam się wytnie, tu przemontuje i odtrąbi kolejny sukces. A nikt nie poklepie się w pierś i nie powie - zwiedliśmy was, przepraszamy, nie dopracowaliśmy scenariusza, nie przemyśleliśmy wszystkiego.

Budowanie konstrukcji na rynku było zbędne. Tym bardziej, że zapowiadana szumnie na wieżę niebotycznych rozmiarów, imponującą swym wyglądem nijak się miała do rzeczywistości.
No cóż, pozostaje liczyć, że ten rok upłynie we Wrocławiu pod znakiem na prawdę dobrych wydarzeń kulturalnych. Chociaż myślę sobie, że z obiecywanego zaangażowania mieszkańców wyjdzie, jak na otwarciu - wrocławianie chcieliby i to bardzo, tylko organizatorzy nie będą wiedzieli jak wykorzystać potencjał i siłę drzemiącą w obywatelach miasta.

PS. Mam parę fajnych zdjęć, ale blox nie chce się słuchać. W wolnej chwili wrzucę je na twarzoksiążkę - link z boku. Ale to pewnie jutro, jak całkiem odtaję :)

EDIT: Pojawił się na stronach Gazety interesujący wywiad z reżyserem widowiska. Dość szybko jednak został zrzucony z głównej strony wrocławskiej w czeluść internetu. Gdyby ktoś jednak chciał sobie przeczytać, jak bardzo może się różnić opinia widza, od twórcy, to proszę: TUTAJ

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Tagi

Wszystkie prace są chronione prawami autorskimi. Jakiekolwiek kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez pisemnej zgody twórcy jest zabronione. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.) JEŻELI CHCESZ POŻYCZYĆ ZDJĘCIE W JAKIMKOLWIEK CELU - ZAPYTAJ, NAJLEPIEJ NA MAILA (KOPERTKĘ WYSTARCZY WCISNĄĆ) NA FACEBOOKU JEDYNIE BYWAM

Pixmac - agencja stockowa oferująca ponad 10 milionów obrazów.

Bank zdjęć Pixmac.pl.
Kupuj tanie zdjęcia i grafiki. Pixmac sprzedaje miliony zdjęć, ilustracji, tapet i grafik wektorowych.
To najprostszy w użyciu serwis stockowy na świecie. Kupuj bez rejestracji już w kilka minut!


MOJA WYTWÓRCZOŚĆ


MAIL


CIUT WIĘKSZE PO KLIKNIĘCIU, WYTWÓRCZOŚĆ WŁASNA

Wrocław krok po kroku

Wypromuj również swoją stronę